Für diese Folge gibt es noch kein Audio.

Odcinek 008 – Wszyscy mamy katar

Cześć, kochani! Tu Myszka Maria, wasza mała myszka o wielkich uszach. Dziś opowiem wam o tygodniu, gdy wszyscy w naszym domu mieli katar i jak babcia Krysia pomogła nam wszystkim wrócić do zdrowia. Posłuchajcie, bo babcie zawsze mają najlepsze pomysły.

Zaczęło się w poniedziałek. Obudziłam się i mój nosek był cały zatkany. Mówiłam jak przez poduszkę: „Mamo, nie mogę oddychać!" Mama Michalina też miała czerwony nosek i łzawiące oczy. A tata Aleksander? On siedział przy stole i kichał tak głośno, że na półce zaczęły się kołysać filiżanki. „Apsik! Apsik!", kichał, a mała Elisa śmiała się i powtarzała: „Apsik!"

Przez trzy dni wszyscy leżeliśmy w norce. Nie było zabawy na łące, nie było wizyt u przyjaciół. Tylko gorący napój, kocyki i dużo spania. Było mi trochę smutno, bo tęskniłam za Ewą i Idą z przedszkola. Nawet nasz kotel sąsiadów, który zwykle szczekał za płotem, dziś był cichy — chyba cały ogród był przeziębiony.

W środę zadzwoniłam do babci na małą muszelkę, którą mamy na sznurku między drzewami. „Babciu, wszyscy mamy katar i nikt nie może oddychać!”, powiedziałam chrapliwym glosem. Babcia od razu zrozumiała i powiedziała tylko: „Czekajcie, jadę!” I to był najlepszy telefon w całym tygodniu.

W czwartek rozległo się pukanie do drzwi. To była babcia Krysia! Przyniosła duży koszyk pełen dobrych rzeczy i wielki słoik. „Słyszałam, że w domu myszy panuje katar", powiedziała. „Przyjechałam wam pomóc, bo ja znam sto sposobów na przeziębienie!"

Babcia Krysia to mama mojej mamy. Ma szare, mądre oczy i zawsze pachnie lawendą. Kiedy była młoda, mieszkała w wielkim mieście i pracowała w bibliotece wśród tysięcy książek. Teraz mieszka w ogrodzie za miastem, jeździ na rowerku i zna wszystkie rośliny lecznicze jak nikt inny. Zamiast książek hoduje dziś pomidory, maliny i dynie, ale mądrości jej wciąż nie brakuje.

Pierwsza rada babci: „Ciepły brzuch i ciepłe łapki!" Kazała mamie podgrzać na kamieniu duże liście buraka i położyć nam je na brzuchach. Było to dziwnie przyjemne, ciepło i spokojnie. Elisa od razu zasnąła ze swoim liściem jak z kocykiem.

Druga rada: „Herbatka z lipy z malinami!" Babcia wrzuciła do dzbanka suszone kwiaty lipy i suszone maliny, zalała wrzątkiem i przykryła ściereczką. „Trzeba poczekać, aż herbata opowie, co ma do powiedzenia", śmiała się. Po dziesięciu minutach piliśmy najsłodszej herbaty na świecie. Mama i ja dostaliśmy jej całą filiżankę, a Elisa tylko mały łyk, bo jest jeszcze mała.

Ale największym dziełem babci był rosół. „Rosół to podstawa!", ogłosiła i zabrała się do pracy w naszej małej kuchence. Wrzuciła do garnka marchewkę, kawałek selera, pietruszkę i specjalne zioła, które przyniosła w koszyku. Gotowała powoli, mieszając drewnianą łyżką i nucąc starą piosenkę. Zapach rozszedł się po całej norce i nawet tata wyjrzał zza koca, żeby sprawdzić, co tak cudownie pachnie.

„Rosół trzeba jeść powoli, małymi łykami", pouczała babcia. I dobrze było jej posłuchać. Zupa była gorąca, słona i pyszna. Po zupie wszyscy poczuliśmy się lepiej. Tata przestał kichać, mama mogła oddychać nosem, a mnie od razu wrócił apetyt.

Przed wyjazdem babcia Krysia zostawiła nam słoik miodu z kwiatów i mały płócienny woreczek z suszoną lipą. „Pijcie herbatę wieczorami, jedcie rosół i nie chodźcie boso po zimnej ziemi", pouczała nas. „I najważniejsze: dużo się przytulajcie! Przytulanie to najlepsze lekarstwo na świecie."

Wieczorami babcia siadała przy naszym łóżku i opowiadała historie z czasów, gdy była jeszcze dziewczynką w wielkim mieście. Opowiedziała, jak jeździła rowerem po parku i jak w bibliotece książki szeptały do niej cicho z półek. Elisa słuchała z otwartymi ustami, aż w końcu zasnęła.

Po trzech dniach byliśmy wszyscy zdrowi. Katar zniknął jak mgła o poranku. W poniedziałek znowu poszłam do przedszkola i opowiedziałam Ewie i Idzie wszystko o babci, rosole i herbatce z lipy. Ewa powiedziała, że jej mama też zna sposób na katar — czosnek! Ale wszyscy zgodzili się, że babciny rosół musi być lepszy.

Wieczorem, gdy mama kładła mnie spać, pomyślałam o babci Krysii i o tym, jak ważne jest, żeby mieć kogoś, kto wie, co robić, gdy jesteśmy chorzy. I pomyślałam, że kiedy dorośnę, też nauczę się robić rosół i herbatkę z lipy, żeby pomagać innym.

A Wy, kochani, gdy będziecie chorzy, pamiętajcie: ciepła herbata, rosół od babci i dużo przytulania. To najlepsze lekarstwa na świecie.

Śpijcie dobrze, kochani. Trzymajcie się ciepło, zakrywajcie noski i uszy, a katar was nie złapie. Dobranoc.

Zur Übersicht