Cześć, kochani! Tu Myszka Maria, wasza mała myszka o wielkich uszach. Ułóżcie się wygodnie pod kocykiem, a ja opowiem wam o jesieni w naszym ogrodzie i o wielkiej dyni. Był to dzień pełen zapachów, kolorów i wspólnej pracy.
Poranek był chłodny i mglisty. Wyszedłam z naszej norki pod starym jabłonem i od razu poczułam, że coś się zmieniło. Powietrze pachniało mokrymi liśćmi i ziemią. Pierwsze liście klonu zrobiły się złote i spadały powoli, jak małe kolorowe parasolki. Zamiast szumu traktorów i głosów ludzi słyszałam teraz tylko ciche szumienie wiatru i krakanie wron wysoko na drzewach.
„Przyszła jesień", powiedziała mama Michalina, stojąc w drzwiach norki z kubkiem ciepłego napoju z malin. „Ludzie będą teraz rzadziej przychodzić do ogrodu. Zrobiło się zimno, a oni wolą siedzieć w ciepłych domach." Pomyślałam, że to trochę smutne, ale mama uśmiechnęła się i dodała: „Ale my, myszy, zostajemy. Jesień to czas zbiorów, czas, gdy natura daje nam jedzenie na całą zimę."
Tata Aleksander już szykował się do pracy. Wyciągnął z komórki mały wózeczek zbudowany z deski i czterech kółek ze starych zabawek. „Dziś zbieramy dynię", powiedział dumnie. „Wczoraj widziałem wielką pomarańczową dynię na grządce za kompostownikiem. Dojrzała!"
Po śniadaniu umyłam się, założyłam swój mały szalik z mchu i byłam już gotowa do pracy. Tata powiedział, że taka wielka dynia to wyzwanie na cały dzień, więc trzeba zaczynać wcześnie.
Pobiegłam razem z tatą na grządkę. I tam ją zobaczyłam — ogromną, okrągłą, pomarańczową jak małe słońce. Leżała wśród dużych zielonych liści, które teraz robiły się brązowe na brzegach. Była większa niż ja! Mogłam się położyć na niej jak na trampolinie i prawie zniknąć.
„Ta dynia będzie nas karmić całą zimę", powiedział tata i pogłaskał ją jak przyjaciela. „Zrobimy z niej zupę, placki, a nasiona wysuszymy i posadzimy wiosną nowe dynie."
Zaczęliśmy pracę. Tata ostrożnie odciął grubą łodygę małym nożykiem. Potem próbowaliśmy dynię unieść, ale była za ciężka! Tata pchał z jednej strony, ja z drugiej, a dynia nawet się nie ruszyła. Roześmiałam się tak, że musiałam usiąść na liściu.
Wtedy przyszła mama z pomysłem. „Nie podnośmy jej", powiedziała. „Przewróćmy ją i potoczymy jak piłkę!" I tak zrobiliśmy. Tata delikatnie przewrócił dynię na bok, a potem, razem, toczyliśmy ją po ścieżce do naszej norki. Dynia toczyła się powoli, bujając się jak bardzo duża kula. Ja biegałam obok i sprawdzałam, czy nie ucieka w krzaki.
Po drodze spotkały jeża Bartka, naszego sąsiada, który właśnie szukał miejsca na zimowy sen. „O, wielka dynia!", zawołał. „Będziecie mieli święto!" Pomógł nam na ostatnim, najbardziej stromym kawałku drogi, dopychając dynię swoimi mocnymi kolcami. Za to dostaliśmy od mamy kawałek jabłka i gorące podziękowania.
W końcu dynia dotoczyła się do drzwi naszej norki. Byliśmy zmęczeni, ale bardzo dumni. Tata zbudował dla niej specjalne miejsce w spiżarni, wyścielone suchymi liśćmi. Dynia leżała tam jak wielka pomarańczowa poduszka i czekała na zimowe kolacje.
Kiedy wróciliśmy do norki, mama przygotowała nam ciepły napój z malin i miodem. Usiedliśmy razem na małych stołeczkach i odpoczywaliśmy, a my biedziłam sobie łapki, które trochę bolały od pchania. Tata powiedział, że praca wspólnie zawsze smakuje najlepiej, nawet gdy plecy potem troche bolą.
Wieczorem cała rodzina usiadła przy stole. Mama zrobiła z kawałka dyni pyszną, słodką zupę z odrobiną cynamonu. Mała Elisa dmuchała na swoją miseczka tak mocno, że prawie zdmuchnęła całą zupę ze stołu. Jadaliśmy ją, patrząc przez okienko norki na ogród, który teraz zasypiał. Grządki były puste, liście spadały, a gdzieś daleko, za ogrodzeniem, słychać było ludzi wracających do swoich ciepłych domów.
„Ludzie przyjdą znowu wiosną", powiedziała mama, przytulając mnie do siebie. „A my będziemy tu czekać z pełną spiżarnią i dobrymi historiami." Pomyślałam, że jesień to chyba najpiękniejszy czas dla myszy. Wszystko daje nam coś dobrego — dynię, liście na łóżka, ciszę i czas na opowiadanie historii.
Przed snem wyszłam jeszcze na chwilę przed norkę. Ogród był cichy i szary w księżycowym świetle. Na grządce po dyni została wielka dziura w liściach, jak łóżko po przespanej nocy. Pomyślałam, że dynia jest teraz szczęśliwa w naszej spiżarni i że wiosną jej dzieci będą rosły w tym samym miejscu.
A Wy, kochani, czy widzieliście już jesienne dynie? Następnym razem, gdy zobaczycie pomarańczową dynię, pomyślcie o nas, myszach, i o naszej wielkiej jesiennej pracy.
Śpijcie dobrze, kochani. Nasz ogród już zasnął, ale my jesteśmy bezpieczne w ciepłej norce, z pełną spiżarnią i sercem pełnym dobrych wspomnień. Dobranoc.